Zaczynamy podejrzewać, że  w Krakowie naprawdę grasuje dziwne coś, utrudniające trzeźwe odbieranie świata. Dziś przykład szalenie interesujący i trafnie potwierdzający tezę o powszechnej pomroczności jasnej, prosto ze stron najbardziej opiniotwórczego dziennika w Polsce – Gazety Wyborczej.

Z braku tematów i środków na koncie (wszak wiadomo, że szacowni autorzy i autorki za darmo nie robią) krakowska redaktorka GW Iga Dzieciuchowicz podjęła tajemniczy i kontrowersyjny temat braku kobiet w męskim darkroomie w klubie Cocon, wszystko opatrując smakowitym tytułem „Geje bawią się bez dziewczynek”.

Słaby, jak herbata po trzecim zaparzaniu, artykuł pani redaktor próbowała ratować wskazując na dyskryminację kobiet, która w formie kartki „tylko dla mężczyzn” czyni w Coconie niesprawiedliwość. W tym samym Coconie, w którym podczas weekendu osobniczki płci żeńskiej można zliczyć na palcach jednej ręki.

Czemu, oprócz wysokiej klikalności, służyło opublikowanie artykułu – kupy, nie wiemy. Może Wy macie jakiś pomysł?

Dla masochistów i wielbicieli krakowskiej Gazety Wyborczej, tekst do przeczytania.

Geje bawią się bez dziewczynek

Iga Dzieciuchowicz, Gazeta Wyborcza Kraków

Darkroom to, jak sama nazwa wskazuje, ciemny pokój, który często jest elementem gejowskich lokali. W krakowskim klubie Cocon do dark roomu kobiety nie mają wstępu. Bo po co miałyby tam wchodzić?

Do niedawna przed darkroomem w Coconie wisiała tabliczka z napisem: „Zakaz wstępu dla kobiet. Grozi wyrzuceniem z lokalu”. – To jawna dyskryminacja kobiet! Po co mi taka informacja, skoro i tak nie mam najmniejszego zamiaru tam zaglądać – żaliła się jedna z klientek krakowskiego lokalu dla gejów na krakowskim Kazimierzu.

Sprawdziliśmy. – Cocon to klub gejowski i wszyscy o tym wiedzą. Panie wpadały do darkroomu, świeciły komórkami i wybiegały chichocząc. O tabliczce „Zakaz wstępu dla kobiet. Grozi wyrzuceniem z lokalu” nic mi nie wiadomo. W moim lokalu jest informacja „Wyłącznie dla mężczyzn” i przekreślony piktogram. Cóż, o tym jaka jest polska mentalność, wszyscy wiemy – tłumaczy Janusz Marchwiński, właściciel klubu.

Tabliczka miała poskromić ciekawskie klientki, które przychodziły do lokalu, żeby upolować kilka pikantnych zdjęć panów spotykających się w klubie albo poświecić telefonem komórkowym dla żartu. Teraz informacja zakazująca wstępu do darkroomu jest nieco łagodniejsza w formie, ale treść zawiera tę samą. – Jestem przekonany, że tabliczka to życzenie klientów, których denerwowały głupie żarty dziewczyn – komentuje Piotr Sieklucki, dyrektor mieszczącego się obok Teatru Nowego i reżyser teatralny. – To nie jest przejaw dyskryminacji, poza tym Cocon to klub stricte gejowski, mężczyźni stanowią tu 90 procent. W Berlinie istnieją jednak kluby niesprofilowane – zarówno dla gejów, jak i lesbijek. Mieszczą się w nich dwa darkroomy – jeden ma przed wejściem tabliczkę przekreślonej pani, drugi przekreślonego pana.

Ale przypadek krakowskiego klubu z oznaczeniami nieprzyjaznymi dla kobiet mimo wszystko jest odosobniony.

- W Anglii nie ma takich oznaczeń, może dlatego, że ludzie są po prostu bardziej kulturalni i nie wchodzą do darkroomu, jeśli nie mają po co. Zresztą tu darkroomy są już niemodne, teraz triumfy święcą gejowskie i lesbijskie sauny – mówi Marcin, który na stałe mieszka w Londynie.

Właściciel krakowskiego klubu podkreśla, że w jego lokalu mogą bawić się wszyscy. Bez podziałów na płeć czy obiekt miłosnych zainteresowań. – Nie interesuje mnie orientacja seksualna klientów, do Coconu mogą przyjść kobiety i pary heteroseksualne. Jednak są pewne reguły gry, do których klienci muszą się dostosować – mówi Marchwiński.