Po spektakularnej wygranej w Pekinie, Matthew Mitcham zniknął z mediów – do końca września wypoczywa ze swoim partnerem we Francji. Pojawiły się za to doniesienia, że jego agent przestał oddzwaniać do prasy, a sponsorzy bynajmniej nie biją się o homoseksualnego sportowca. Tymczasem jego podobizna znajdzie się wśród innych tegorocznych medalistów na serii znaczków poczty australijskiej.

Oprócz pojedynczych znaczków, do obiegu trafi także 6.000 arkuszy, z kompletem 10 portretów. Za wykorzystanie wizerunku, sportowiec otrzyma od poczty ok. 17,5 tys. dolarów, drugie tyle wyłoży Adidas.

Na tym jednak lista dobroczyńców się kończy. Podczas gdy z innymi uczestnikami chińskiej olimpiady podpisywane są kilkusettysięczne kontrakty medialne, Matthew wciąż nie znajduje sponsora, który chciałby powierzyć losy swojej marki otwarcie homoseksualnemu zwycięzcy.

I chociaż on sam nie wydaje się łasy na pieniądze (odrzucił propozycję opisania swojej historii w tabloidzie za 25.000 dolarów), to jego dalsze losy budzą pewien niepokój. W ostatnich dniach Sydney Morning Herald napisał wprawdzie, jakoby jego kłopoty były plotką, a firmy i trenerzy ustawiają się do Mitchama w kolejce. Na poparcie tej tezy nie padły jednak żadne nazwy, marki ani nazwiska.

Przeploty trzymają kciuki za młodego pływaka. W wieku 20 lat wykazał się nie lada hartem ducha w sporcie i życiu osobistym, szkoda, by nie zostało to dostrzeżone tylko dlatego, że jest gejem…