Archive for the ‘Toksyczne dzieciństwo’ Category

E-nauczanie, czyli wielka rewolucja

Jedną z bardziej okrzyczanych metod przyciągnięcia uwagi dzieci i jednocześnie rozwinięcia ich umiejętności jest wykorzystanie najnowszych zdobyczy technicznych. Nie ulega wątpliwości, że w epoce multimediów byłoby głupotą ignorować potęgę nauczania elektronicznego – za pomocą kamer uczniowie mogą się przenieść w czasie i w przestrzeni, Internet pozwala szybko wyszukać potrzebne fakty, grafika komputerowa urozmaica nudne ćwiczenia. Ale jak zwykle w edukacji, ważne jest, aby nie dać się zbytnio ponieść. Elektroniczne nauczanie może wzbogacić naukę z nauczycielem, ale w żaden sposób nie może jej zastąpić. Zarówno w szkole, jak i poza nią dzieciom potrzebny jest kontakt z człowiekiem i prawdziwe doświadczenia, a nie przeżycia z drugiej ręki, oglądane na ekranie. Zwracają na to uwagę wizjonerzy e-nauczania, tacy jak Seymour Papert, który zawsze zaleca! użycie elektroniki wyłącznie do poszerzania osobiście przeżywanych doświadczeń.

Wysoki poziom stresu powoduje efekty przeciwne do zamierzonych

W 1998 roku premier Ryutaro Hashi- moto powiedział: „Nasze dzieci naprawdę cierpią i z płaczem wołają o pomoc”. Kiedy USA i Wielka Brytania wzięły ostry kurs na testy, Japonia właśnie robiła od nich odwrót. Obecnie, niedługo po wprowadzeniu do japońskich szkół podstawowych nowego programu promującego ciekawość i kreatywność, panika z powodu obniżenia wyników w nauce czytania może doprowadzić do kolejnego zwrotu – i klapki na oczy powrócą. Jednak jak podkreślił w swoim przemówieniu premier Hashimoto, prawdziwą przyczyną obniżenia poziomu są efekty przemian społecznych i kulturowych, a nadmiernie skoncentrowany na współzawodnictwie i testach reżim edukacyjny spowoduje wyłącznie więcej problemów u dzieci. Zobaczmy to na przykładzie czytania. W 2004 roku rząd Zjednoczonego Królestwa ogłosił fanfarami, że jedenastolatki w Wielkiej Brytanii (w kraju, gdzie przeprowadza się najwięcej testów na świecie) przesunęły się na trzecie miejsce w międzynarodowym konkursie czytania; fakt, że jednocześnie znalazły się na samym końcu, jeśli chodzi o przyjemność płynącą z czytania, ten sam rząd ogłosił już mniej radośnie. Szkoły mogły przywrócić uczenie fonetyki, ale jednocześnie zabiły radość, jaką może nieść czytanie.

Czytanie

Jak wspomniałam wcześniej,umiejętność ta, które – podobnie jak umiejętność jazdy na rowerze – zdobywa się przez długotrwałe ćwiczenia, ale żeby wystarczająco długo ćwiczyć, dziecko musi po prostu tego chcieć. W wojnie „fonetyka kontra zabawa” zwolennicy obu stron mają po części rację, natomiast zadaniem nauczycieli jest wyważyć odpowiednio między wpojeniem umiejętności a rozwinięciem zamiłowania. Surowy reżim testowania nieuchronnie przechyla szalę na korzyść wpajania umiejętności. Ćwiczenie dzieci w zaznaczaniu odpowiednich kratek podczas ogólnokrajowego testu czytelniczego jest środkiem doraźnym, pomagającym zdobyć dodatkowe punkty na teście – aż nazbyt często zdarza się, że zademonstrowane na sprawdzianie umiejętności wyparowują w zaledwie kilka tygodni później. Zainspirowanie dzieci do tego, aby z przyjemnością i entuzjazmem oddawały się lekturze, wymaga znacznie więcej czasu i wysiłku, a efektów takich działań nie da się tak łatwo zmierzyć, jednak pożytki z nich płynące są o wiele bardziej długotrwałe i znaczące.

Klapki na oczach

Testy sprawiają także, że nauczyciele, rodzice i dzieci przestają widzieć, jak ważne jest, aby program nauczania był szeroki i dobrze wyważony. Jeśli szkoły oceniane są niemal wyłącznie na podstawie wyników testów i co więcej – jeśli od tych wyników zależą pozycja i zarobki nauczycieli, ci ostatni nieuchronnie zaczynają się koncentrować na wąskim zakresie umiejętności testowanych podczas końcowych egzaminów. „Uczenie pod test” (ćwiczenie z dziećmi trików i technik pozwalających zdobyć punkty zamiast pomagania im w zrozumieniu danego przedmiotu) jest obecnie na
porządku dziennym, natomiast rozwijanie kreatywności i dociekliwości znalazło się niemal na szarym końcu listy edukacyjnych priorytetów. Aż nazbyt często zdarza się, że kiedy na lekcji pojawia się nowy temat, dzieci z miejsca pytają: „Czy to będzie na teście?”, i natychmiast tracą zainteresowanie, jeśli okazuje się, że nie. Taki właśnie sposób myślenia skłonił Einsteina do uwagi: „To zdumiewające, w jaki sposób ciekawości udało się przetrwać formalną edukację”. Opierający się na testach system nauczania początkowego nakłada dzieciom klapki na oczy.

Reperkusje emocjonalne

Okazuje się, że w krajach opowiadających się za wczesnym startem edukacyjnym wiele dzieci polega na pierwszej przeszkodzie w szkolnym wyścigu, co prowadzi do długotrwałych trudności z czytaniem i pisaniem. Marion Dowling, przewodnicząca British Association for Early Childhood Education [Brytyjskiego Stowarzyszenia Wczesnej Edukacji Dzieci – przyp. tłum.] ostrzega: „Jeśli małe dzieci nabywają wiedzy i umiejętności pod przymusem, zanika w nich chęć i ciekawość nauki. Rozbudzenie ich później na nowo jest szalenie trudne”. Szczególnie dotyczy to chłopców, u których nauka pisania i czytania najczęściej postępuje wolniej niż u dziewczynek. Później trzeba inwestować czas, pieniądze i wysiłek w programy wyrównawcze, które, niestety, nie działają jak należy. Warto, aby japońscy politycy, którzy na raport o obniżeniu poziomu umiejętności czytania i pisania zareagowali apelami, żeby „dzieci pracowały sumienniej już od najmłodszych lat”, zwrócili uwagę na to samo zjawisko wśród angielskich pięciolatków.

Dzieci mające kłopoty z rozróżnieniem dźwięków mowy

Spowodowane czy to przez naturę, czy to przez wychowanie, czy wreszcie przez kombinację obu czynników – po osiągnięciu wieku szkolnego są znacznie gorzej wyekwipowane do rozpoczęcia nauki czytania niż ich rówieśnicy. Obecnie naukowcy szukają metod zidentyfikowania głosek sprawiających trudności (niemal u każdego dziecka innych) i sposobów treningu na ich rozróżnienie. To naprawdę wspaniała perspektywa, oznaczająca – być może – „wyleczenie” z dysleksji. Jednak rozróżnianie dźwięków mowy to zaledwie niewielki wycinek całego ludzkiego rozwoju i drobny element w procesie nauki czytania. Jeśli podekscytowani fachowcy od nauczania zaczną bombardować małe dzieci nadmiarem ćwiczeń fonetycznych bez jednoczesnej próby poszerzenia całości obrazu, ich działania mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Prawdopodobnie upłynie jeszcze trochę czasu, zanim znaleziony zostanie najbardziej efektywny sposób interwencji. Natomiast już dzisiaj rodzice i opiekunowie mogą robić naprawdę wiele, aby zapobiec problemowi, zanim ten naprawdę się pojawi. U przeważającej większości dzieci stara mądrość, którą przypominam w rozdziale 4, pomaga w wytworzeniu się sieci połączeń nerwowych w mózgu w sposób naturalny, na długo przedtem, zanim ktokolwiek pomyśli o szkole. Piosenki, rymowanki, śmiech i rozmowa stanowią o wiele efektywniejsze metody przygotowania dzieci do nauki czytania niż starannie rozplanowany trening fonetyczny.

Rozwoju cywilizowanych zachowań u dziecka

Tak więc procesowi stawania się piśmiennym towarzyszy powstawanie wzbogaconej sieci połączeń nerwowych z mózgu dziecka. Nie sądzę, aby to był przypadek, że język pisany okazał się tak ważnym elementem każdej rozwiniętej cywilizacji, a powszechna piśmienność przyniosła zwycięstwo systemom demokratycznym. Amerykański pisarz Neil Postman wyraził to następująco: „Druk oznacza zwolnienie pracy umysłu […]. Napisane, a później wydrukowane słowa przyniosły cywilizacji nowy rodzaj organizacji społecznej, przyniosły logikę, naukę, edukację i civilité”. Postman mówi także, że „elektronika przyśpieszyła umysły”, przez co powolny proces oswajania się ze słowem pisanym dla dzieci żyjących w świecie poruszającym się z prędkością elektryczną stał się znacznie trudniejszy.

Wciąż rosnąca biurokracja

Z roku na rok powiększa się liczba systemów regulacji, planów, sprawozdań, statystyk i testów, tak że góra papierów nieustannie rośnie. Im więcej czasu nauczyciele muszą poświęcać na ich wypełnianie, tym mniej im go pozostaje na nauczanie i tym trudniej przychodzi im branie pod uwagę indywidualnych predyspozycji uczniów. Inny problem to pęd polityków do osiągania jak najszybszych rezultatów w celu uczynienia wrażenia na wyborcach i poprawienia statystyk. Doprowadziło to szkoły do skoncentrowania się niemal wyłącznie na osiąganiu coraz lepszych wyników. Na przykład szkoły podstawowe w Stanach Zjednoczonych zostały zdominowane przez politykę No Child Left Behind [Nie zostawiaj żadnego dziecka z tylu – przyp. tłum.], podczas gdy w Wielkiej Brytanii wpakowano miliony funtów w narodową strategię nauczania pisania, czytania i liczenia. Rodzice chętnie akceptują położenie nacisku na te trzy główne umiejętności, rozumiejąc, jak ważne są one dla dalszego rozwoju dzieci. Istnieje jednak poważne niebezpieczeństwo, że zbyt wąskie ograniczenie celu zamiast poprawić szanse dziecka, może je jeszcze pogorszyć.

Nacz swoje dziecko

W dodatku niemal cała ta nauka odbywa się całkowicie dobrowolnie, dla czystej radości poznawania. Istnieje zaledwie kilka umiejętności, na których opanowanie dorośli nalegają – korzystanie z toalety, mówienie „proszę” i „dziękuję”, a także odpowiednie maniery przy stole. Te również dzieci chwytają w lot, wystarczy je tylko pochwalić, jakie to one „dorosłe”. Dzieci chcą się uczyć, a rodzice czy opiekunowie doskonale wiedzą, czego można od nich oczekiwać. Kiedy w wieku mniej więcej trzech lat idą do przedszkola, właściwie zmienia się niewiele – nauka wypływa z zainteresowań dzieci, a nauczyciele przedszkolni biorą pod uwagę poziom ich rozwoju. A potem zaczyna się szkolą.

Więcej niż opieka

Czy położona na terenach zamieszkanych przez klasę średnią, z rozległymi gruntami szkolnymi i dzięki naciskom rodziców ciekawie i różnorodnie wyposażona, czy też może w gęsto zabudowanej dzielnicy śródmieścia, ze starymi budynkami, szczupłą powierzchnią do zabaw, niewielkim zaangażowaniem rodziców i „czyjąś przepracowaną, niewykształconą matką” pilnującą dzieci? Nieodpowiednia opieka nad dziećmi w każdym wieku ma większy negatywny wpływ na te, które pochodzą z biednych rodzin niż na ich rówieśników wzrastających w bardziej uprzywilejowanym środowisku. Z drugiej strony doświadczenie takich krajów, jak Finlandia, Norwegia i Szwecja pokazuje, że zainwestowanie w dobrą opiekę (i edukację) dzieci przynosi korzyść całemu społeczeństwu. Oznacza mniej dorosłych z problemami psychicznymi, mniejszą przestępczość, mniej zachowań antyspołecznych, wreszcie mniej chaotyczny model życia przekazywany następnym pokoleniom. Jeśli chcemy zamknąć poszerzającą się przepaść, najlepszą inwestycją, jaką możemy uczynić, jest zainwestowanie w dobrej jakości opiekę dla wszystkich naszych dzieci.

error: Content is protected !!